
Kolejny tydzień, kolejny Candace Cameron Bure spór .
Tym razem tzw Internet wznieca dramat minionych dziesięcioleci. A właściwie trzech z nich.
Klipy wideo z reportażu o spotkaniu i powitaniu w marcu 1992 roku w Mic Mac Mall w Dartmouth w Nowej Szkocji, które zakończyło się rozczarowaniem dla niezliczonych Pełen dom fani stają się wirusowi TIK Tok dzięki jednemu dziennikarzowi.
Materiał archiwalny udostępnił reporter CTV Nicka Moore'a , który publikował klipy z 50. rocznica segmenty w serii TikTok, którą nazwał 50 Days of ATV (dawna nazwa kanadyjskiego kanału).
Większość postów, które do tej pory opublikował, zebrała po kilka garści polubień i komentarzy, ale „The Candace Cameron Mall Riot of 1992”, jak to nazwał, zebrał ponad 20 000 polubień i prawie tysiąc komentarzy w ciągu ostatniego tygodnia .
Historia zawiera wywiady ze zdruzgotanymi dziećmi i ich rodzicami, a także materiał filmowy, w którym Cameron Bure mówi tłumowi, że musi odejść. Trzeba przyznać aktorce, że miała lot do złapania i najwyraźniej reakcja na jej wizytę była znacznie większa, niż ktokolwiek zaangażowany w planowanie, ale to nie powstrzymało jej oddanych fanów od załamania się we łzach.
Pierwsza młoda dziewczyna, z którą przeprowadzono wywiad, była tak zrozpaczona, że trudno rozszyfrować, co mówi, ale jak zauważył jeden z fanów w komentarzach, brzmi to tak: „Jestem tutaj od 22:30 i nigdy jej nie widziałem i Jestem wściekły.'
Słyszy się, jak jeden sfrustrowany tata mówi, że czeka już sześć godzin i nie będzie dłużej czekać, tuż przed tym, jak Cameron Bure ogłasza tłumowi, że musi iść. Niektórzy fani na początku kolejki wydają się potykać z rozczarowaniem i „Nie!” słychać w całym tłumie.
„Przepraszam, mam samolot, który odlatuje” – kontynuowała. „Dziękuję wszystkim za przybycie do mnie”. Następnie ochrona ją odepchnęła.
Inni, z którymi przeprowadzono wywiady, skarżyli się na popychanie i popychanie w całej kolejce, nazywając centrum handlowe „domem wariatów”. Rodzice wyrazili troskę o bezpieczeństwo swoich dzieci i byli szczególnie zirytowani stratą czasu na podróżowanie i czekanie, a niektórzy przychodzili z kilkugodzinnej podróży po autografy.
Frekwencja była tak duża, że centrum handlowe musiało wezwać dodatkowych funkcjonariuszy policji do pomocy w opanowaniu nieoczekiwanego tłumu.